Poniedziałek, 25 sierpnia, 2008
E-książka (2)
Łukasz Gołębiewski
Pierwsze e-czytniki pojawiły się jeszcze w latach 90. XX wieku, a ich dystrybutorem była firma
Sony – do dziś lider tego rynku.
Sony Data Discman i
Sony Data Bookman to archaicznie wyglądające urządzenia, które dziś można kupić – chyba jako ciekawostkę – na aukcjach internetowych za około 50 złotych. Nie były one wyposażone w twardy dysk, lecz odczytywały tekst z płyty CD, prezentowany następnie na niewielkim ekranie o niskiej rozdzielczości. Wówczas ów gadżet, bo trudno urządzenia te traktować w kategoriach funkcjonalnych, kosztowały około 900 dolarów.
Wysoka cena, trudności w odczytywaniu tekstu, niewielki wybór dysków z tekstem – wszystko to zadecydowało, że pierwsze e-czytniki nie weszły do masowego użytku, pozostały raczej ciekawostką technologiczną, opisywaną przez ówczesna prasę komputerową. Sytuacja zmieniła się wraz z pojawieniem się taniej przenośnej pamięci wygodniejszej w użyciu niż płyty CD, nie bez znaczenia była też coraz większa popularność palmtopów, które bez problemów odczytywały pliki tekstowo-graficzne. Palmtopy wciąż jednak miały mały ekran, co skutecznie utrudnia dłuższą lekturę. Zaczęto szukać innych rozwiązań – przede wszystkim urządzeń, które formatem przypominałyby prawdziwą książkę, a rozdzielczość obrazu umożliwiałaby komfortowe obcowanie przez długi czas z monotonnym tekstem. Pod koniec lat 90. pojawił się
SoftBook Reader firmy SoftBook Press (cena 599 dolarów). Było to urządzenie wyglądem (skórzana okładka) i formatem (22x27x3 cm) przypominające książkę, o wadze 1,3 kg. Można na nim było pomieścić około 1500 stron tekstu. Wyświetlacz LCD reagował na dotyk, co pozwalało na „przewracanie kartek”, a dołączone e-pióro umożliwiało zamieszczanie własnych niewielkich notatek. Daniel Chvatik, autor fachowej recenzji poświęconej temu urządzeniu, zamieszczonej przed laty w magazynie internetowym „
About This Particular Macintosh”, zwracał uwagę na następujące mankamenty urządzenia: małą pojemność dysku, krótką żywotność baterii (zaledwie pięć godzin) oraz wysoką cenę. Rzecz jasna
SoftBook Reader nie zawojował rynku. Większym powodzeniem cieszył się kolejny e-czytnik, także powstały pod koniec lat 90. –
Rocket eBook firmy
NuovoMedia. W swej pierwszej wersji mieścił on około 4000 stron tekstu, był mniejszy, lżejszy od
SoftBook Readera, a bateria wystarczała na 40 godzin. Wersja podstawowa, o pamięci czterech megabajtów, kosztowała 199 dolarów, zaś wersja Pro – 16 megabajtów i 16 tysięcy stron tekstu – 269 dolarów. Mały wyświetlacz, słaba rozdzielczość i niewygodna obsługa sprawiały jednak, że pomimo stosunkowo niskiej ceny
Rocket eBook pozostał jedynie gadżetem dla miłośników nowych technologii i nigdy nie wszedł do masowego użytku.
Przez następną dekadę trwały kolejne eksperymenty z e-czytnikami, a ich nowe generacje prezentowane były niemal co roku z wielką pompą na
Międzynarodowych Targach Książki we Frankfurcie. Nie warto tu przytaczać ich nazw i zastosowanych rozwiązań technologicznych, gdyż wciąż pozostawały jedynie luksusowymi gadżetami. I praktycznie tak jest do dziś, choć wydaje się, że bliscy jesteśmy przełomu – głównie za sprawą wprowadzonego pod koniec 2007 roku przez firmę
Amazon e-czytnika
Kindle (399 dolarów).
Kindle z wielką pompą O
Amazonie będzie jeszcze w tej książce mowa, jest to przecież największy obecnie na świecie dystrybutor książek (i nie tylko) sprzedawanych przez Internet. W porównaniu do prymitywnego, choć elegancko wyglądającego
SoftBook Readera,
Kindle to prawdziwa rewolucja. Formatem przypomina książkę, waży zaledwie 300 gram, bateria wystarcza na 30 godzin, a jakość obrazu jest bardzo dobra, co więcej – można dowolnie powiększać czcionkę, co dla osób słabiej widzących jest nie bez znaczenia. Co jednak najważniejsze,
Kindle bezprzewodowo łączy się z e-księgarnią
Amazon, w której na początku 2008 roku do pobrania było 88 tysięcy e-booków, w cenach – od 2 do 10 dolarów. W pamięci
Kindle można przechowywać około 200 książek. Można też tworzyć dowolne notatki, wyszukiwać frazy, zapamiętywać i kopiować fragmenty tekstu. Wady to m.in. brak możliwości odczytywania animacji, brak kolorów, niewygodna klawiatura.
Kindle nie odczytuje też najpopularniejszego obecnie formatu e-książek – eReader (wprowadzonego przez
Sony).
Sony Reader jest urządzeniem o ponad rok starszym od
Kindle i choć nie wchodził do sprzedaży z taką reklamową pompą jak produkt
Amazona, to wydaje się, że firma
Sony ma większe szanse na zdominowanie tego rynku. Udostępnia m.in. pliki do popularnego
iPoda – produktu firmy
Apple (ma też własny odpowiednik
iPoda) do odtwarzania dźwięków, zdjęć i multimediów oraz
iPhone’a (funkcje
iPoda wraz z telefonem i bezprzewodowym dostępem do Internetu, a także ekranem dotykowym, aparatem fotograficznym i licznymi aplikacjami).
iPod znacząco wpływa na rozwój segmentu mediów, przede wszystkim muzyki, zwłaszcza, że urządzenie wspiera i uzupełnia ogromny muzyczno-filmowy serwis
iTunes, który oprócz muzyki w MP3 oferuje gry komputerowe, e-prasę i e-książki.
Sony Reader to urządzenie do odczytu e-booków w formacie eReader i innych formatach graficznych jak choćby PDF. Najnowsza wersja kosztuje 299 dolarów. W swoim sklepie
Sony Connect firma oferuje około 10 tysięcy tytułów e-booków – znacznie mniej niż
Amazon, i to jest jedyna przewaga konkurenta.
Sony Reader mieści około 160 książek, waży 255 gram. Wysokiej rozdzielczości podświetlany ekran umożliwia komfortową lekturę. Wyglądem urządzenie przypomina palmtopa. Można odtwarzać dźwięki i zdjęcia, można tworzyć własne notatki, zakładki, wyszukiwać dowolne frazy. Sukces
iPoda pokazuje, że e-czytnik
Sony, wraz z serwisem
Apple, mają dużą szansę nie tylko w rywalizacji z
Kindle, ale praktycznie z każdym.
Zarówno
Kindle, jak i
Sony Reader, nie mają dystrybutorów w Polsce. Jak dotąd jedynymi e-czytnikami, jakie można u nas kupić są
iLiad i
Cybook (
Kindle sprzedawany jest przez
Amazon.com tylko na terenie Stanów Zjednoczonych). Ten pierwszy (dający też bezprzewodowy dostęp do Internetu) kosztuje 2159 złotych, drugi – w zależności od wersji – 1089 lub 1429 złotych. Jakość wyświetlanego obrazu jest dobra, wykorzystuje tę samą technologię opracowaną przez firmę
E-Ink, którą zastosowano w przypadku
Kindle czy
Sony Readera.
E-Ink wprowadziło rewolucyjną technologię
e-papieru, która pozwala na odczyt tekstu w wysokiej rozdzielczości na płaskim ekranie, a bezdotykowy monitor umożliwia tworzenie zakładek, notatek, wyszukiwanie wyrazów i fraz, zaznaczanie, kopiowanie itp.
E-papier to rodzaj elastycznego, cieniutkiego wyświetlacza.
E-papier – już tu jest Pracę nad jego opracowaniem rozpoczęto w firmie
Xerox już w 1975 roku, ale wprowadzono go dopiero w 2004 roku, kiedy to
Sony zaprezentowało urządzenie o nazwie
LIBRIé – uważane obecnie za pierwszy przykład zastosowania
e-papieru. Dopiero zastosowanie tej nowej technologii umożliwiło wprowadzenie nowoczesnych e-czytników, które pozwalają na wyraźną prezentację tekstu. Wciąż jest to nowinka technologiczna, ale wynalazek
e-papieru pokazuje, że możliwe jest korzystanie na co dzień z książek innych, niż te drukowane.
Dodajmy, że w przypadku dystrybuowanych w Polsce e-czytników głównym problemem jest znikomy wybór e-książek w języku polskim, oferta ogranicza się głównie do klasyki.