Piątek, 23 października, 2009
Google vs UE c.d.
pw
Firma Google stwierdziła, że jest całkiem prawdopodobne aby europejskie książki wykluczyć z Porozumienia (Google Books Settlement Agrement). Takie słowa padły dzięki skutecznym naciskom Federacji Wydawców Europejskich (polskim członkiem FEP jest Polska Izba Książki) na przedstawicieli Google’a podczas ostatnich Targów Książki we Frankfurcie.
Do całej tej sprawy z lubością przytaczane są w pismach branżowych słowa Rolanda Reussa – profesora literatury z Uniwersytetu Ruprechta-Karola w Heidelbergu (szacowna bo najstarsza niemiecka uczelnia wyższa), który Google i całe to Porozumienie najchętniej widziałby w koszu na śmieci. Opisał on wzniosłe zamierzenia Google’a – czyli digitalizacje zasobów ludzkości jako „wielki stek bzdur i histerycznej propagandy”, która wkrótce ściśnie gardło tradycyjnym wydawcom i zdemoluje cały rynek.
Reiss nawiązał też do Richarda Sarnoffa – światowego barona medialnego (przew. Amerykańskiego Stowarzyszenia Wydawców - AAP), wiceprzewodniczący globalnego koncernu Bertelsmann), który negocjował Umowę w Stanach Zjednoczonych z ramienia AAP. Nazwał go naiwniakiem i podkreślił, że poczynania Sarnoffa naginają prawa twórców i dyskredytują konwencję berneńską (Konwencja berneńska o ochronie dzieł literackich i artystycznych z 1886 roku, była pierwszą międzynarodową umową dotyczącą respektowania praw autorskich pomiędzy suwerennymi krajami; Polska na przykład ratyfikowała ją w 1935 roku. Obecnie liczy 163 sygnatariuszy - państw).
Amerykański tygodnik branżowy „Publishers Weekly” przytacza wypowiedź Sarnoffa, z której wynika, że poszczególne części Umowy nie powinny być przyczyną aż tak gwałtownej reakcji w Europie. Dodał przy tym, iż europejskie utwory mogą być wycofane z projektu Google Book Search. Czekamy więc na kolejne wieści zza oceanu.